środa, 20 lipca 2016

2015 - 28. Wracamy do Kupang

29.07.2015.
(Sławek)

   Rano zbieramy się na dworzec. Wracamy do Kupang. Dworzec niedaleko, więc dajemy radę sami. Udaje się nam kupić szybko bilety na jakiś lokalny bus. Ale za chwile musimy się przesiadać do innego. Zdążyliśmy się przyzwyczaić do tych ichniejszych zawiłości komunikacyjnych.
 

    Z dziewczynami wspólnie żartujemy, że zaraz podjedzie tu Micky Lumba i zaproponuje podwózkę ;-).
Dosiada się do nas miejscowy młody człowiek. Mówi po angielsku. Dopytuje nas czemu jeszcze nie mamy jakiejś biżuterii z miejscowych kamieni. Jesteśmy zdziwieni, dopiero teraz zauważamy, że wszyscy noszą na palcach, nadgarstkach jakieś sygnety, pierścionki z wielkimi ozdobnymi, kolorowymi kamieniami. No cóż - jesteśmy bule i też mamy swoje prawy być odrębnymi ;-). Wymieniamy się adresami, proponuje w przyszłości usługi przewodnika po okolicy Kefa. OK - w przyszłości...
   Przez sześć godzin jedziemy do stolicy Małych Wysp Sandyjskich, czyli do Kupang.
Niech zdjęcia z drogi mówią o klimatach....
[SS]

 Na Timorze samochody i busy często przyozdabiane są motywami religijnymi, czasem bardzo nietypowo... :-)

 Na dworcu w Kefamenanu.


 W drodze do Kupang.
 


 Handlarz drobiem.



 Jakieś lokalne targowisko.
 

 Miejscowy turysta ;-)
 

 Mokradła w okolicach Niki-Niki. W porze deszczowej to atrakcja dla miejscowej ludności.


 Najefektywniejsza forma transportu pieszego... ;-)

 Uczennice z Soe.

 Timor Zachodni jest naszpikowany koszarami i jednostkami wojskowymi. Władze w Dżakarcie obawiają się tu ruchów separatystycznych, wszak przykład za miedzą - Timor Leste. Na nasze pytania - czym różni się życie zwykłych mieszkańców po obu stronach granicy, wszyscy odpowiadają - niczym. Jest takie samo.

 Tematyczne targowisko.


Czy to krew? Nie! To ślady spluwania betelu. Ale można się pomylić. Widok bardzo częsty na ulicach Timoru. Chyba wszyscy Timorczycy żują betel.

Sprzedawczyni betelu.

Kompletnie wyposażone stoisko z używką.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz