środa, 9 lipca 2014

Kuala Lumpur - chińska dzielnica

Rankiem, następnego dnia, zeszliśmy na ulicę, zjeść śniadanie w przydrożnej knajpeczce. Nasz 'hotelik' służył nam tylko do spania i możliwości skorzystania z prysznica - a że jest gorąco i duszno, więc dobrze że był blisko miejsc które zwiedzaliśmy.
 
 
 Jest tanio i bezpiecznie. Dookoła nas sznur ludzi, każdy czegoś szuka w przydrożnych straganach. Nam także udzielił się nastrój. Złapaliśmy bakcyla zakupoholicznego.
I jak tu czegoś nie kupić skoro jest się w chińskiej dzielnicy? J. stoisk było mnóstwo! Od butów przez czapki, zegarki po elektronikę. Razem z mamą biegałyśmy od jednego „sklepu” do drugiego, ale tata też się nie nudził. Znalazł stoisko z technologicznymi gadżetami J.
 

 Nasze śniadanie


Piliśmy przepyszne soki wyciskane z owoców, a tata skusił się na śmierdzący owoc - Duriana. Ja też go popróbowałam. Jadłam go już kiedyś na Sumatrze ale wtedy nie przeszedł mi przez gardło (mamie też nie ;-) ). Śmierdzi padliną ale tylko do czasu kiedy się go nie spróbuje. Później już tylko smakuje jak najlepsze lody waniliowo-migdałowe :-).

Durian - śmierdzący owoc.

 Durian - podzielony na porcje. Koniecznie musi być zafoliowany - bo jego smród odstrasza białych turystów ;-)

 

 Tata zjada Duriana - jemu smakuje

 I ja się też skusiłam. 
 
Przemieszczając się po Chinatown odwiedziliśmy także chińską świątynię. Panował w niej półmrok, a z sufitu zwisały jakieś zakręcone „cosie” palące się co miało oznaczać spełnienie modlitwy. W pomieszczeniu obok ujrzeliśmy kilku mężczyzn ćwiczących grę na typowo chińskich instrumentach. Dźwięki dobiegające z sali były piękne i od razu na myśl przyszła mi bajka Disney’ a „Mulan”.
 
 



 
 
 
 
Tego samego dnia, po południu, wylatujemy z Malezji do Dubaju.
Koniec wpisu Natki [NS]
 
A ode mnie krótka acz ciekawa obserwacja poczyniona na lotnisku w Kuala Lumpur: znaleźliśmy sklep Lonely Planet - wg mnie najlepszego wydawcę przewodników turystycznych.
 

 Wśród europejskich krajów odnaleźliśmy nową edycję przewodnika po Polsce

 Przekartkowaliśmy na słynną już - 302 stronę i....

.... polecamy uwadze ostatnie nazwisko i opis przy nim... ;-)
Część dotyczącą wydawnictwa LP dedykujemy naszemu przyjacielowi - Tadkowi :-)
 
[SS]
 
 
 
 

1 komentarz:

  1. Coś mi z tymi datami wpisów nie gra... Dzisiaj jest 9 lipca...

    OdpowiedzUsuń