piątek, 18 lipca 2014

6 - Delfiny

14.07.2014

(Karolina)
      Dzis znowu pobudka wczesnie rano, bo o 6.00 rano wyplywamy w morze :-). Nie na polow oczywiscie bo marni z nas rybacy :-)  ale za to do konsumpcji jestesmy pierwsi swiezo zlowionych kolorowych i o dziwnych nazwach ryb. Ruszamy na spotkanie z delfinami! Wsiadamy na lodz z Enasem (ojcem Jojo - naszym gospodarzem) i Dexterem. Istnieje szansa ze tak wczesnie rano uda nam sie je zobaczyc. Nagle na horyzoncie cos widac. Tak, to delfiny! wylaczaja silnik i mozemy delektowac sie pieknem delfinow. Zachowuja sie tak, jakby robily dla nas przedstawienie. Sa takie dostojne w tym.



   Odplywamy dalej bo pojawila sie inna grupa - okolo 10 delfinow. To dopiero jest widowisko, ja z Natka piszczymy z zachwytu, nagle jeden wyskakuje z wody tuz przy dziobie, na ktorym siedzimy. Widzialysmy delfina w odleglosci 3 m. Gonimy grupe bo odplywaja i trafiamy na kolejne. Kazda grupa to inne przedstawienie. Inna choreografia:-)



    I tak mozna spedzic caly dzien przygladajac sie im. Slonko jest juz wysoko i zaczyna robic sie goraco, wiec wracamy. Zaraz po sniadaniu wskakujemy do morza, woda ma kolor turkusowy. Az nie chce sie z niej wychodzic.



    Na dzis jednak zaplanowalismy wycieczke na druga strone wyspy. Jest 10.00 a jest tak goraco, ze az powietrze parzy w nozdrza. W koncu cali mokrzy docieramy na druga strone wyspy. Tutaj czas sie zatrzymal. Taka prawdziwa rybacka wioska na wyspie, takie prawdziwe zycie. Pieknie jest tutaj.





     Wracamy starajac sie isc jak najwiecej w cieniu. Dzis poniedzialek i dzieci sa juz w szkole, dorosli zajeci sprawami codziennymi i tak bloga cisza dookola. Po powrocie wskakujemy do wody i tak szybko z niej nie wychodzimy. Jestesmy na wyspie, gdzie nie ma w ogole wiatru. Po obiedzie robimy sobie odpoczynek, wyjscie na zewnatrz grozi udarem.



    Natka mowi nawet ze zatesknila za sniegiem i zima:-) . No i wieczorem po naszych narzekaniach zerwal sie ogromny wiatr, zaczelo podac i byla tak potforna burza jakiej jeszcze nie widzialam/slyszalam. Jutro rano mamy wracac na Bohol - ciekawe czy damy rade?
(KS)


4 komentarze:

  1. Kochani jesteście the best .
    Gorąco Was pozdr dzięki serdeczne za Pamilacan . ukradłem Wam pare fotek dla jojo na FB .
    Jeszcze raz dobrej zabawy i fajnych wrażeń z podróży
    Pozdrawiam
    Darek

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem czemu moje komentarze nie wychodza.
    Dotychczas wybieralem Konto Google.
    Czy to blad?
    teraz biore Anonimowy

    RA

    OdpowiedzUsuń
  3. Widze, ze wychodzi.
    Oto co chcialem powiedziec poprzednio:
    Jestem pelen uznania i podziwu, ale tez zazdrosci.
    Robicie rzeczy o jakich swiat jakby zapomnial, a jak powinno byc.
    Trzeba sie spieszyc, czas nagli.
    Swiat sie zmienia i wkrotce te obrazki jakie jeszcze macie przed oczyma bede tylko 'na kartki', reglamentowane za gruba forse.

    pozdrawiam cala SKiNowa ferajne

    RA

    OdpowiedzUsuń
  4. Szanowny Panie Romanie,
    nie wiem czemu Panu nie wychodzi umieszczanie komentarzy z konta google, wtedy latwiej sie przemieszczac miedzy kontami oraz nie jest sie anonimowym.

    Bardzo dziekujemy za mily komentarz, choc chyba jest na wyrost. Nie uwazamy aby nasza pasja podrozowania byla taka 'elitarna'. Znamy cala mase ludzi ktorzy podrozuja po ciekawych zakatkach swiata wlasnie budzetowo, chociazby Pana poprzednik - Neronek, czyli Darek Metel, ktory dal nam inspiracje na Pamilacan :-).
    Ale ma Pan racje - autentyczny, taki swojski, etniczny swiat znika. Globalizacja idzie pelna para. Komorki, internet i ... zachodnia muzyka sa wszedzie. Kazdy staje sie .... klonem. To smutne. Czy tak musi byc? Ale jak 'zmusic' ludzi do tego aby zyli zyciem trudniejszym (bo zycie bez komorki i internetu jest trudniejsze, acz mozliwe ;-) co Pan o tym doskonale wie). No coz, rozmyslan wiele... ale podroze to czas takze po temu :-).
    Pozostawiam do dalszej dysputy...
    I widze za ta edycja bloga zaczyna obfitowac w moc komentarzy. A i statystyki sa mocne :-). Czyzbysmy mieli stalych czytelnikow? ;-)

    Pozdrawiamy!
    SKiN

    OdpowiedzUsuń