piątek, 1 sierpnia 2014

16 - Ciagle pada...

21.07.2014 r.
 
(Sławek)
    Wstajemy rano. Pada. Nie ma szans na zmianę. Choć w tropikach, czasem 10 minut wystarczy aby zupełnie się pogoda zmieniła. Jednak idziemy do Arama dowiedzieć się czy będzie rejs.
Aram widzi nas z daleka ze swego ulicznego 'centrum dowodzenia'. Po jego minie widzę, że dziś nie popłyniemy. Mówi, że nie ma szans. Wszystkie rejsy zostały dziś odwołane, ze względu na złą pogodę i bezpieczeństwo. OK. Trudno, mamy 1-2 dni zapasu, więc może jutro coś się zmieni.
Idziemy do 'naszej' piekarni kupić jakieś słodkie bułki na śniadanie. W El Nido jest też niewielki kościółek, w drodze powrotnej wchodzimy do niego się pomodlić.
    Wracamy do naszego guesthasu. Co tu robić? Ze względu na pogodę internet przestał działać, nawet na dole przy ruterze nie ma zasięgu.... :-(. Trudno. Przygotujemy jakiegoś zaległego posta, może nawet dwa i poobrabiamy kilka zdjęć do bloga.
    Lipiec i sierpień to niezbyt dobry czas na Palawan. Ale i tak do tej pory nie było tak źle - 1,5 dnia poślizgu ze względu na huragan, teraz dzień (mamy nadzieję, że tylko 1 dzień...) na ulewę. Przynajmniej odpoczniemy. A jesteśmy już potwornie zmęczeni. Z każdego z nas wychodzi zmęczenie. Zastanawiamy się, czy nie lepiej spędzać wakacje tak jak owi Francuzi, których widzieliśmy wylegujących się z książką w ręku na Las Cabanas. Pełen odpoczynek. I wtedy nawet do Azji nie trzeba jechać. Wystarczy Grecja, Egipt, nawet Hiszpania; byle ciepło...
- Ale masz pomysły Sławku, przecież to nie dla nas. My musimy być ciągle w drodze, coś się musi dziać - mówi Karolina, a Natka dziwnie się na mnie patrzy...
- Spokojnie, spokojnie, ja tylko żartowałem - uspokajam dziewczyny.
 
    Dostaliśmy maila od Janka Kowalczyka, pisze abyśmy posiedzieli w jednym miejscu trochę dłużej bo się źle czyta tego bloga, jak cyt. "tak skaczecie, z miejsca na miejsce"... ;-). No cóż Janku - taki mamy styl podróżowania, nie jesteśmy też Japończykami, co to na całą Europę maja 3 dni... ;-). Staramy się zaplanować nasze wyjazdy, określić jakieś cele i je realizować. Dotrzeć do nich. Wiemy, sporo nas omija. Nie jesteśmy wszystkiego zobaczyć w danej okolicy, tylko część, a czasem przejeżdżając koło świetnego miejsca dopiero w Polsce dowiadujemy się, że coś nam uszło uwadze. Trudno. Mamy w roku do dyspozycji około 3-4 tygodni i to na dodatek lipiec -  sierpień (przerwa w szkole Natki), czyli wtedy kiedy w krajach, które nas interesują najczęściej szaleje monsun. Jednak decydujemy się. Staramy się zaplanować tyle ile się da i to nasz taki tytułowy wręcz - życiowy 'island hopping' ;-). Ładujemy akumulatory na resztę roku. Fakt - po takim wyjeździe najczęściej 2-3 tygodnie dochodzimy do siebie ale duchowo? - pełna odnowa :-).
   Do tej pory z tych naszych wypraw zawsze cało wracaliśmy. Były elementy niebezpieczne ale staramy się je minimalizować. Czasem znajomi i przyjaciele pytają nas właśnie o ten element wyjazdu - bezpieczeństwo. Odpowiadamy, że siedząc w domu sufit może nam też spaść na głowę albo półka przeładowana książkami.... ;-).
   Nasze wyjazdy sporo nam dają. Poznajemy się nawzajem w trudnych sytuacjach. Przede wszystkim stajemy się spójną rodziną. Widzimy wokół siebie ile par się rozpada, ile związków przestaje istnieć - czasem przyczyną rozpadu są drobnostki, jakieś obiektywnie spoglądając - duperele. My jesteśmy już na to odporni. Nie twierdzimy też, że jesteśmy jakąś świętą rodziną, którą omijają wszystkie problemy, nie. Jednak w znacznej mierze to nasze wyprawy kształtują nas i nasze charaktery, hartują je.
   Echhhh.... zebrało mi się na moralne zwierzenia... ;-/ Ale sami wiecie - pada, więc człowieka trochę ponosi... ;-).
[SS]
 
 W drodze z piekarni.

 Nawet okalających miasto gór nie widać. Echhhh....

Miejscowy kościółek
 
 

3 komentarze:

  1. Hejka co tam u Was długo nie piszecie ?
    gdzie dzisiaj ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Darek, sam wiesz, ze to nie tak latwo posta naskrobać... ;-)
    Dzis puscilismy nowego ('Alternatywna...') - specjalnie dla Ciebie trochę go wydluzylismy abys za szybko nie przeczytal calosci... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki :) ale Wam zazdroszczę wioska rybacka i ci wspaniali kochani ludzie czego więcej potrzeba w takich podróżach pzdr

    OdpowiedzUsuń